środa, 15 listopada 2017

Cholernie mocna miłość, Lutz Van Dijk

Miłość. Zbrodnia. Nienawiść. Obcość. Maskowanie. Trudy codzienności. Ból. Cierpienie. Samotność. Powolna akceptacja samego siebie i niepewność jutra. Gdybym chciał zwięźle podsumować Cholernie mocną miłość to, zrobiłbym to tak, krótką listą.

Stefan K., czyli kryjący się pod pseudonimem Teofil Kosiński, dojrzewał i odkrywał swoją seksualność w jednym z najgorszych z możliwych – dla polaka, dla homoseksualisty – momentów. Ponadto zakochał się w Niemcu, żołnierzu Wermachtu, Wilhelmie Gotzie. Z własnej bezmyślności, z wielkiej potrzeby serca, którą rozumiem i w akcie desperacji postąpiłbym podobnie, napisał list miłosny do Wilhelma, który był już na froncie. List musiał przejść przez wyżej postawionych faszystów, więc nietrudno domyślić się co działo się dalej. Przesłuchania, więzienia, istne obozowe piekło. Nic nie zapowiadało piekła, nic nie zapowiadało wojny w jego długoletnim życiu.

Stefan przed wojną dobrze się uczył, jeden nauczyciel poświęcał mu czas i ten dostał się do dobrego gimnazjum, ale wojna zniszczyła wszystko. Stracił ojca, bo ten musiał wyruszyć na wojnę, stracił dom, bo Niemcy wyrzucili do jednopokojowej klitki bez dostępu do bieżącej wody. Pracował jako rozwoziciel w piekarni niemieckiej, byleby nie wywieźli go na przymusowe roboty. Robił dla swoich pracodawców zakupy w niemieckich sklepach, a dla żony piekarza był osobistym dostarczycielem listów miłosnych do jej kochanków. Jednym z nich był młody i przystojny student, który szczerze mu współczuł po nieprzyzwoitym ataku bandy młodych hitlerowców. Pierwsze zauroczenie minęło szybko, bo student zniknął i ślad po nim zaginął. Stefan stracił pracę w piekarni, ale za to udało mu się w teatrze, o czym zawsze marzył.

Zakochał się i to w pełni. Wielką miłością dażył Willa, a ten to samo czuł do niego. Niejednokrotnie się kłócili o poglądy polityczne, ale zawsze byli dla siebie wsparciem. Do czasu, aż 1942 Will został przeniesiony na front, gdzie słuch o nim zaginał, a list w desperacji sklecony, do głównej siedzimy Wermachtu, przysporzył Stefanowi wielu problemów. Przesłuchanie, katowanie, zmuszenie do podpisania fałszywych zeznań i więzienie. Brzmi znajomo? W Polsce tez to było, Akcja Hiacynt.

I gdyby to na tym się skończyło, to byłbym po prostu szczęśliwy, że miałem możliwość zapoznania się z kolejną plamą na kartach świata, a do tego przyjrzeć się niewiarygodnej miłości, ale niestety był ciąg dalszy. Posłowie i Od autora, czyli kolejna dawka informacji, której nie zaliczam do głównej części utworu. Teofil zmarł 62 lata po poznaniu swojego ukochanego, którego kochał nad życie, umarł tego samego dnia. Szukał go przed śmiercią i nic. Ponadto Kalendarium dostarcza przepięknego i pełnego bólu obrazu postrzegania osób homoseksualnych kiedyś i dziś. Teraz nie ma obozów, nie ma więzień – zdarzają się wyjątki – ale nadal jest cierpienie i brak akceptacji.


Książka niezwykle poruszająca, dająca świadectwo i nadzieję na miłość, ale i ukazująca cierpienie i codzienność podbitych krain. Wojna może się skończyć, ale zawsze będzie żyła w człowieku, który trwa, bo żyć już nie potrafi.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz